Słów kilka o butach

0

Słów kilka o butach

Jak to możliwe? Przecież początek był taki trudny, niechciany. Ba! Przymusem podyktowany.
Tak się składa, że mam mały rozmiar stopy. Pracę zaś wymagającą obuwia zdecydowanie niesportowego. Para, którą nosiłem – pochodząca z sieciowego sklepu – “skończyła się”, trzeba było poszukać czegoś w zamian. I zaczęło się. Objechałem literalnie wszystkie istotne sklepy w Trójmieście rozszerzając to pojęcie o Wejherowo. I nic. Sklepy internetowe – nadal nic. Nie mogłem uwierzyć, że w czasach, gdy można kupić w zasadzie wszystko nie mam co na nogi założyć. A musiałem.

Wuj dał mi znać, że istnieje coś takiego jak sklep Klasyczne Buty oraz wstępnie wtajemniczył w pojęcie “goodyear welted” i zalety rozwiązania: specjalna konstrukcja, dużo ręcznej pracy, dzięki temu większa trwałość i wygoda. Przyznam, że mało mnie to przejęło, bo ceny przerażały, a nad wszystkim unosił się duch szpanerstwa – tak to wtedy odbierałem. Jednak nie było rady, trzeba było ponownie wybrać się na wycieczkę do Gdańska.
Od tamtej wyprawy minęły cztery lata. Teraz mam pięć par butów określanych mianem klasycznych i/lub “goodyear welted”. Czyżbym zaraz po wejściu do sklepu doznał olśnienia i uwierzył? Wręcz przeciwnie. Utwierdziłem się w przywiezionym ze sobą przekonaniu, że to nie miejsce dla mnie. Drogo i właściwie o co ten szał. Buty niby ładne, ale żeby d..ę urywało to niespecjalnie. Coś drgnęło, gdy przymierzyłem pasującą na mnie parę. (Pamiętajcie, że nie miałem wyboru. Musiałem mieć buty). Gdy ja i buty stanęliśmy przed lustrem nastąpił efekt synergii, one i ja zyskaliśmy, zupełnie jakbyśmy dodawali sobie pozytywnej energii. Ale ta cena…

Na szczęście jestem praktyczny. Pan Zbyszek (właściciel sklepu) wyjaśnił mi, że to buty na lata, więc koszt zakupu rozłoży się na dłuższy czas niż w przypadku “sieciówek”. Można nawet przyjąć, że roczny koszt noszenia z czasem będzie niższy. OK, wszystko fajnie, ale podobnie jest z pewną znaną marką samochodów, na którą i tak mnie nie stać. Pierwszy płotek w postaci kosztu zakupu trzeba jakoś przeskoczyć. Wrociłem do domu z pustymi rękami, zaś z głową nabitą myślami. (Pamiętajcie, że nie miałem wyboru. Musiałem mieć buty). Wróciłem po tygodniu. Z żoną, żeby pomogła podjąć decyzję w tę, czy inną stronę. Stał się cud. Małżonka podeszła do sprawy równie praktycznie, zgodziła się. Gdy już byłem w ogródku i witałem się z gąską pan Zbyszek zapytał po co mi właściwie te buty. Do pracy odpowiedziałem. To musi pan mieć dwie pary – usłyszałem. Aaaaaaa!!! Jejku…. O co chodzi? Jakie dwie pary??? Dopiero co się złamałem na jedną! Bo muszą odpocząć 24 godziny, a pan używa codziennie – kontynuował pan Zbyszek wywód równie logiczny co dla mnie załamujący. Wróciłem do domu. Bez butów. A do Gdańska ponownie, po kolejnym tygodniu. Przecież musiałem mieć buty. Nie mogłem chodzić do pracy w trampkach. Na szczęście okazało się, że nie ma na stanie dwóch par pasujących na mnie i posiadających wybrane przeze mnie kolory. To rozłożyło ciężar wydatku w czasie. Tym razem wyjechałem z Klasycznych Butów z parą Berwicków (jedna z marek dostępnych w sklepie) pod pachą. I z pastami, kremami, i prawidłami, i szczotką. I niby się cieszyłem, że obuwniczy problem mam z głowy, a nawet, że będę chodził w czymś ciekawszym niż zakładałem pierwotnie, ale zadowolenie skutecznie rozwadniało poczucie, że okradłem rodzinę.


Niespotykane rzeczy zaczęły się dziać, gdy nadszedł czas pastowania butów. Okazało się, że to co zawsze było przykrym obowiązkiem stało się przyjemnością. Praca z butem wykonanym z pełnej skóry, a nie pulpy skórzanej, zawsze świeżo pachnącym – cedrowe prawidła świetnie wykonują dezynfekcyjną robotę – oraz z pięknie pachnącymi naturalnymi składnikami pastami i kremami, to doświadczenie z inne bajki niż posługiwanie się śmierdzącymi chemią produktami z “sieciówek”udającymi pasty. Od znajomych ale też od osób postronnych zdarzało mi się słyszeć, że wyglądam w butach rewelacyjnie. Miło słyszeć, czemu nie, nawet jeśli nie jest się łasym na pochlebstwa. Okazało się też, że można je bardzo fajnie zgrać z zupełnie nieformalnymi strojami, co znacząco poszerzyło zakres ich zastosowania. Wystarczają dobre dżinsy, dobrej jakości T-shirt i już jest przyjemnie. Polubiłem moje “goodyear welted”. Czas mijał, o buty dbałem regularnie, przeszedłem w nich jeden sezon, w tym zimę, potem kolejny. W międzyczasie miałem już tę drugą niezbędną podobno parę. Na tyle dobrze dobrałem kolory (ciemny brąz i jasny brąz), że w zasadzie wystarczały na wszelkie okazje i kombinacje. Za wyjątkiem pogrzebów, ale tych na szczęście nie przytrafiło mi się dużo. W międzyczasie buty zaczęły się zmieniać. Oczywiście pojawiły się ślady zużycia, ale w przeciwieństwie do butów “sieciowych”, zamiast utraty wizerunkowej jakości, aż do zeszmacenia, następował proces zupełnie odwrotny – buty stopniowo piękniały. Fenomen! Wyjaśniam to sobie regularną dbałością, bo czymże innym.

Skoro jest się z czegoś zadowolonym to naturalnym jest, że chce się być jeszcze bardziej. Stałem się zatem posiadaczem trzeciej pary – broguesów tym razem. Potem przyszedł pomysł, że na zimę coś by się przydało cieplejszego, lepiej przygotowanego do trudnych warunków pogodowych.
Ostatniego roku Klasyczne Buty wpadły na genialny pomysł zorganizowania warsztatów szeroko traktujących o dbaniu o buty. Nie drżę już zatem tak bardzo o moich ulubieńców, bo wiem, że da się na nich wykonać naprawy drobnych uszkodzeń, a nawet sam umiem takie wykonać. Wiem jak prawidłowo zrobić czyszczenie (okazuje się, że pewien zakres wiedzy praktycznej jest tu niezbędny, by nie przedobrzyć). Ćwiczę się także w polerowaniu butów do stanu “lustra”. I to jest dopiero zabawa! Satysfakcja z przygotowania własnoręcznie takich butów jest olbrzymia. Radość z pojawienia się w nich na ulicy jeszcze większa. Wrażenie robi również to, że można przywrócić do życia buty znoszone i zaniedbane.

Na koniec dokupiłem parę w brakującym mi czarnym kolorze. W zasadzie mógłbym na tym poprzestać i nie musieć kupować więcej butów do końca życia. Czy tak będzie, czas pokaże. Chodzą mi po głowie pewne pomysły, ale nie chcę ich na razie zdradzać żonie.
Z przedmiotami najczęściej nie wiąże się żadnych uczuć. Są, bo są. Tyle. Irytują co najwyżej, gdy z powodu tandetności wykonania nie spełniają przeznaczonej im funkcji. Tak jest z butami z “sieciówek”, które dają z siebie niezbędne minimum i nic więcej. W butach “goodyear welted” interesujące jest to, że można mają wiele zastosowań. Praktyczne,estetyczne, modowe, okolicznościowym, kolekcjonerskim, hobbistycznym. Można zwyczajnie kupić jedną parę i trzymać do końca życia na specjalne okazje, można też – jak w moim przypadku – zacząć traktować je osobiście bez względu na to ile par się posiada. Którykolwiek scenariusz wybierzemy, jesteśmy wygrani. To wyjątkowy przedmiot, który za wysiłek włożony w pielęgnację odwdzięcza się właścicielowi rosnącą w czasie wartością. Pozwala się ze sobą zaprzyjaźnić. Niewiele przedmiotów to potrafi.


Po co ten tekst? Lubię oddawać sprawiedliwość rzeczom, sprawom, ludziom wartościowym; fajnie jest podzielić się swoją radością – może dzięki temu ktoś inny zainspiruje się i przeżyje podobną przygodę co ja; irytuje mnie terror przeciętności i szarzyzny uzewnętrzniany stwierdzeniem – to nie dla mnie. Jak to jest, że faceci boją się fajnie wyglądać? Niestety jak widać z powyższego sam kiedyś temu ulegałem.

Aleksander Górecki


 

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl