Czy stój ma znaczenie?
Pamiętam, 10-12 lat temu byłem na urlopie w Wenecji. Mieliśmy to szczęście, że w trakcie naszego pobytu na placu Św. Marka odbywał się koncert muzyki Enio Morricone, z orkiestrą na żywo pod batutą tego wybitnego kompozytora. Z całej Wenecji na koncert ściągały pary świetnie ubranych gości - właściwie każdy z mężczyzn był w smokingu, fraku lub co najmniej w garniturze i formalnych, czarnych lub bordowych butach. Ponieważ byliśmy razem z moją żoną w turystycznych strojach (koszulki polo, chino, zamszowe buty wsuwane) stanęliśmy w oddali pod jedną z kolumn, tak by za bardzo nie rzucać się w oczy i słuchaliśmy koncertu, zdając sobie sprawę z nieadekwatności naszego stroju do sytuacji.
Dlaczego o tym wspominam? Cóż, w ostatnim czasie moi koledzy i koleżanki oraz my sami mieliśmy przyjemność brać udział w kilku spektaklach i koncertach odbywających się w Filharmonii Gdańskiej i Operze Bałtyckiej. Niezwykle miłym doświadczeniem były nie tylko same spektakle ale także fakt, że sala za każdym razem była pełna w 100% co oznacza, że ciągle jest wiele osób czerpiących przyjemność z Opery. Co jednak nas zdziwiło, że stroje na każdej z trzech sztuk, na której byliśmy w ciągu ostatnich 2 miesięcy były zaiste bardzo zróżnicowane, natomiast dominował casual, a momentami wręcz brak stylu czy też styl stricte sportowy jak spodnie od dresu i bluzy dresowe z kapturem. O ile jednak ciągle wielu mężczyzn było w marynarkach i starało się do nich jakoś dopasować spodnie, a zdarzały się też osoby w całych garniturach, to wyglądało jakby buty nie należały do stroju, były jakimś oddzielnym elementem, nie podlegającym żadnym regułom. Słowem buty w 99% kompletnie nie pasowały nie tylko do opery, ale także do całej reszty noszonego stroju. Tak jakby faktycznie lustro kończyło odbicie na wysokości kostek.
Oczywiste pytanie, które nasunęło się nam gdy patrzyliśmy na jednego z widzów ubranego w zielony dres i adidasy brzmi:
Czy warto się dobrze ubierać?
Przy czym przez słowo dobrze mamy na myśli nie "drogo", a po prostu adekwatnie do sytuacji, elegancko, stylowo.
Przypomina mi się film Kingsman, w którym przeciwstawiono sobie, honorowych, super inteligentnych i super sprawnych agentów broniących prawa i porządku, którzy byli nienagannie ubrani w garnitury szyte na Saville Row przeciw złoczyńcy ubranemu w czapkę bejsbolową oraz angielskim chuliganom ubranym w dresy. Patrząc na nich od razu było wiadomo kto jest tym dobrym, a kto złym. Charakterystyczne, że główny bohater w ramach przemiany z drobnego cwaniaczka w zbawcę świata, również zmienia się fizycznie zastępując dres dwurzędowym garniturem. Oczywiście jest to film rozrywkowy, nie mniej w sposób dokonały pokazuje i podkreśla jak strój definiuje i odmienia noszącego. Patrząc na poniższy kadr od razu widać, kto jest tym dobrym i inteligentnym, a kto niezbyt bystrym chuliganem.

I nic na to nie poradzimy, że takie właśnie stereotypowe wnioski nasuwają się nam jako pierwsze. Bez względu na slogany o nieocenianiu po pozorach, myślimy i działamy stereotypowo.
Oczywiście można iść pod prąd i udowodnić, że stereotypy nie do końca są słuszne, jednak powstaje pytanie czy warto zawracać kijem Wisłę, czy może nie lepiej wykorzystać stereotypowe myślenie na swoją korzyść i ułatwić sobie start? Każdy z nas pamięta, chociażby z czasów szkolnych, że gdy zrobiło się pierwsze dobre wrażenie na nauczycielu to życie było dużo łatwiejsze, i odwrotnie zatarcie złego wrażenia kosztowało dużo wysiłku i czasu, a nawet wówczas nie zawsze było możliwe. Dlaczego więc utrudniać sobie życie ubierając się po prostu niedbale i nieadekwatnie do sytuacji?
Oczywiście jest duże prawdopodobieństwo, że ktoś nie wie jak ma się ubrać do opery i uważa, że bluza dresowa to szczyt szyku, a trampki to idealne buty do filharmonii. Biorąc pod uwagę, że żyjemy w dobie internetu, kiedy niemal każda informacja jest na wyciągnięcie ręki, dziwnym jest że ktoś po prostu nie otworzył przeglądarki w smartfonie i tego nie sprawdził.
Wreszcie jest trzecia możliwość, ponieważ strój wyraża nasz stosunek do otaczającego świata, więc być może osoba zakładająca celowo niedbały ubiór i buty chce w ten sposób powiedzieć światu gdzie go ma.
Bez względu jednak na to jaki jest powód takiego, a nie innego ubierania całkowicie niezrozumiałym dla nas jest fakt, że osoba idąca do opery zakłada ciemno granatowy garnitur i do niego zamszowe, jasne buty, chyba że faktycznie to lustro obcina widok od kostek w dół... Niestety psuje to ogólny pozytywny wizerunek i właśnie powstaje kolejne pytanie:
Co tracimy ubierając się niedbale?

Na powyższym kadrze ponownie jak na dłoni widać, kto z tej dwójki jest "szefem", zdecydowanym i pewnym siebie, a kto takim nie jest.
A tu kadr obrazujący końcową przemianę głównego bohatera, której wyrazem jest też nowy ubiór. Prawda że to zupełnie inna osoba niż zdjęcie wyżej? A niby strój nie ma znaczenia..., a co jeśli jednak ma?

Lekceważąc zasady dress codu, czy też po prostu ubierając się niedbale bez względu na to czy jest to wynik ignorancji i braku wiedzy czy świadoma manifestacja z góry stawiamy się na słabszej, gorszej pozycji wobec naszego rozmówcy, bez względu czy jest to nasz partner czy adwersarz. Dodatkowo jeśli naszym celem jest pokazanie strojem stosunku do otaczającego nasz świata (i otaczających nas ludzi) to niedbały ubiór z całym pewnością nie nastraja tegoż świata do nas pozytywnie. Ponownie jeśli ktoś nie ma masochistycznej osobowości powstaje pytanie, po co to robi?
Cały czas oczywiście pozostaje najważniejsze pytanie, na które ciągle brak odpowiedzi - te buty, czy gdyby Egsy do tego pięknego dwurzędowego garnituru założył te białe adidasy jak na zdjęciu wyżej to dalej wyglądałby tak dobrze jak z w czarnych oxfordach czy jednak stylizacja by ucierpiała? Jak Wam się wydaje?
I jakie jest Wasze zdanie, czy warto się dobrze ubierać?
Komentarze do wpisu (0)